Wtorek, 10.11.2009 r.
Grześ całkiem się rozkleił. Mówiłem
mu: "Chłopaki nie płaczą!". Nic nie pomogło. Jak tylko go przesunąłem z funkcji wicepremiera na stanowisko szefa klubu parlamentarnego, zaraz pobiegł się pożalić dziennikarzom. Skarżył się im, że u nas już nie ma żadnej polityki miłości! Nie zrozumiał, iż o niektórych rzeczach mówiliśmy tylko na użytek kampanii wyborczej i teraz nie powinniśmy do tego wracać? Szczególnie kiedy we własnej partii mamy konflikty. Radziłem się Waldka z PSL. Według niego, jak tylko dziennikarze będą pytali, gdzie się podziała nasza polityka miłości, powinniśmy odpowiadać, że teraz orać trzeba! O miłości jak najmniej. Ma rację! Do państwowej telewizji wysłaliśmy polecenie, żeby zmniejszyli liczbę nowych odcinków serialu "M jak miłość". Zamiast tego mają dawać informacje o spisie rolnym, nawozach, pługach i traktorach.
Środa, 11.11.2009 r.
Dzwonił Nicolas z Paryża. Ogłoszenie startu polskiego programu atomowego w Paryżu to był strzał w dziesiątkę! Nicolas ciągle zwołuje konferencje prasowe i powtarza, że jest pełen podziwu dla mnie. Znów piszą o nas gazety na całym świecie. Nawet na Jamajce! Francuzi cieszą się, że kupimy od nich przynajmniej dwie elektrownie. A nas to na razie nic nie kosztuje, bo budowa ruszy po roku 2020. Mamy wielki sukces medialny bez jakichkolwiek nowych kosztów w przyszłorocznym budżecie. Co prawda Angela mówiła, że w lipcu tego roku miała awarię w swojej jednej elektrowni atomowej i też by ją chętnie sprzedała, bo do 2030 roku chciałaby w ogóle zrezygnować z atomówek... Ale jak już obiecałem Francuzom, to chyba najpierw muszę kupić u nich. Może zresztą zamiast dwóch elektrowni kupimy trzy? Stać nas na taki gest.
Czwartek, 12.11.2009 r.
Po dwóch latach rządów mamy prawie same sukcesy! Nawet z unijnego sondażu Eurobarometru wynika, że teraz to właśnie Polacy najmniej ze wszystkich mieszkańców Unii boją się biedy! Skąd to się wzięło, jak nie z naszej dobrej polityki pijarowej? Ludzie cieszą się naszymi sukcesami. Nie awanturujemy się. Chodzimy uśmiechnięci po europejskich salonach. Jesteśmy partnerami, którzy są przewidywalni i mają w UE swoje miejsce, swoje gabinety i stanowiska. Każdy według zasług. Jurek jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Janusz z Gdańska niedługo zostanie unijnym komisarzem. Ludzie już nie boją się bezrobocia, bo wiedzą, że dzięki naszemu rządowi nawet córka Rysia może liczyć na dobrą pracę.
Piątek, 13.11.2009 r.
Co za pechowy dzień! Telewizja podała wyniki sondażu na temat realizacji obietnic naszego rządu! Nie wiem, kto w ogóle zaakceptował sam pomysł na taki sondaż. No i te wyniki... Nie realizujemy obietnic? Podobno takie zdanie ma już 68 procent ankietowanych! Zupełnie tego nie rozumiem. Jakich obietnic nie realizujemy? Że niby tych dróg i autostrad dotąd nie wybudowaliśmy? Ludzie już niczego nie pamiętają! Od samego początku mówiłem przecież jasno: "Wszystkie rządy powtarzały, że trzeba budować drogi, ale im się to nie udawało. My to zmienimy". Nie mówiłem przecież, że będziemy budowali w pierwszych dwóch latach rządów. Ludzie! Trochę cierpliwości...
Sobota, 14.11.2009 r.
Rozmawiałem z Januszem z Lublina. Mówił, że możemy być z siebie dumni. Polacy powinni się cieszyć, iż wreszcie mają przyjazne państwo. Janusz ze swoją komisją sejmową mógłby przygotować tysiące najlepszych na świecie ustaw. I tylko z powodu dywersyjnych zachowań prezydenta nie przygotował! Nie było sensu. Prezydent bardzo rzadko wetował nasze ustawy. Ale gdyby tylko zdarzyło nam się napisać jakąś naprawdę dobrą ustawę, to zawetowałby na pewno! Wystarczy sobie przypomnieć, jak było ze sprawą traktatu lizbońskiego. Prezydent wiedział, że chcemy pokazać Europie, jak bardzo walczymy o jego podpis pod traktatem. Właśnie dlatego cały czas złośliwie wkładał kij w szprychy. Powtarzał, że podpisze... no i podpisał!
Piotr Tomczyk, Nasz Dziennik