Odwołali prezydenta miasta, bo wolał Kościół od mieszkańców
Znalazlem w sieci:
... "Mimo apeli w kościołach, żeby "nie robić zamieszania", prezydent Częstochowy stracił stanowisko. Mieszkańcy odwołali go w referendum.
Niedziela, 15 listopada, godzina 8. rano. Mały kościółek na obrzeżach Częstochowy. Msza święta kończy się wezwaniem, by nie brać udziału w zamieszaniu. O jakie zamieszanie chodzi, tego ksiądz wprost powiedzieć nie może. W mieście od północy panuje cisza wyborcza. Mieszkańcy odwołują prezydenta. Nie wolno nawet zachęcać do udziału w referendum, bo od frekwencji zależy to, czy będzie ono ważne.
Tadeusz Wrona, prawicowy (niegdyś był w AWS, potem w PO, a następnie założył własną partię i na jej czele wygrał wybory) prezydent miasta, teoretycznie nic złego nie zrobił. Nikogo nie zgwałcił, nikogo nie okradł, niczego nie zdefraudował. Sympatię mieszkańców Częstochowy zaczął tracić dopiero w trakcie swojej trzeciej kadencji, kiedy to, z powodu coraz bliższego romansu z Kościołem, zyskał przydomek "czarny Wrona". Za to właśnie częstochowianie, podburzani przez silną w mieście świętej wieży lewicę, postanowili się go pozbyć.
Główny zarzut brzmiał: nietrafione inwestycje. Podczas gdy centrum miasta tonie w korkach, miastu brakuje obwodnicy, a w nowiutkich dzielnicach nie ma dróg innych niż żużlowe, większość kasy szła na remont okolic Jasnej Góry, a stanowiące główną arterię komunikacyjną Aleje Najświętszej Marii Panny miały zostać całkiem zamknięte dla ruchu pojazdów. Wszystko po to, by żyło się lepiej. Pielgrzymom.
Postępująca radykalizacja prezydenta zaczęła wkurzać mieszkańców do tego stopnia, że aż zwołali referendum. Referendum, które nie miało prawa się udać, bo przecież to tylko grupka wariatów, na dodatek pod szyldem SLD. Ludzie prezydenta uznali, że najlepiej zachęcać do bojkotu tego cyrku. W ten sposób nie będzie odpowiedniej frekwencji i stanowisko zostanie ocalone.
Apel ten powtarzano jeszcze w niedzielę rano w niektórych kościołach - zakamuflowany, żeby uniknąć oskarżenia o łamanie ciszy wyborczej. I faktycznie, kościelni miłośnicy Wrony nie poszli do urn. Efekt? Prawie 42 tysiące głosujących, niemal 95% za odwołaniem prezydenta. W niedzielę wieczorem w szoku byli i ludzie Wrony (którzy już od rana panikowali, że jest ładna pogoda, więc jednak ktoś pójdzie głosować), i świętujące już od późnego popołudnia SLD, i sami częstochowianie. Nikt nie spodziewał się zwycięstwa, nikt nie spodziewał się takich liczb.
Radość w Częstochowie jest tym większa, że stała się rzecz bezprecedensowa. Ludzie na własne oczy przekonali się, jaka jest siła demokracji bezpośredniej. Częstochowa powstała z kolan i odwołała polityka "tylko" dlatego, że zawiódł wyborców. I pokazała, że takie stosunki państwo - Kościół, jakie próbował zaprowadzić w mieście prawicowy prezydent, w wolnej Polsce już nie przejdą.
Coś się zmieniło. Nie wiemy jeszcze, czy na lepsze, bo teraz Częstochowę czeka komisarz i być może nowe wybory (to będzie już zależało od rady miasta), ale pewne jest, że dzień 15 listopada warto zapamiętać. Jako święto demokracji lokalnej, której to podobno w Polsce nie mamy. "...
__________________
Avatar się zwonił po jednym banicie, więc go sobie przywłaszczyłem.
|