Resident Evil 2

W grze mamy na początku do wyboru dwa scenariusze, w jednym pokierujemy krokami Leona Kennedy’ego, a w drugim sterować będziemy Claire Redfield. Co się okaże po przejściu gry, na każdą postać przypadają po dwa scenariusze, więc ich liczba rozszerza się do czterech. Na koniec jeszcze jedna niespodzianka, jako sekret dostępny będzie później jeszcze jeden scenariusz w którym zagramy...
...serem. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale taka jest prawda. Gra serem wygląda dziwnie, bowiem nie mamy do dyspozycji żadnej broni, a jedyne co możemy robić to po prostu unikać starać z bestiami, uciekać. Prawdziwy survival, szkoda tylko, że bardziej to wszystko śmieszy niż straszy. Ser zbytnio kontrastuje swoją jasną barwą z resztą scenografii, z resztą jest taki... jak to ująć... czy balibyście się grając ogromnym kawałkiem sera?
No właśnie, ja też nie. Dajmy sobie więc spokój z tym – moim zdaniem – nietrafionym pomysłem i przejdźmy do właściwej fabuły gry, a wygląda ona mniej więcej tak...
Claire i Leon przybywają do Raccoon City. Obydwoje mają różne powody by tu być. Ona, poszukuje swojego brata Chrisa, on zaś przyjechał tutaj gdyż jest policjantem i został przeniesiony do tutejszego departamentu policji. Co ciekawe, nawet nie wiedzą oni o swoim istnieniu, a w mieście jest podejrzanie cicho i pusto. Zmienia się to gdy Leon ratuje Claire przed śmiercią z rąk (a tak właściwie zębów

) zombiaka. Okazuje się, że pozornie opuszczone miasteczko w rzeczywistości jest opanowane przez różnej maści bestie. Już chyba nie może być gorzej, a jednak...
...w wyniku wypadku samochodowego Claire i Leon zostają rozdzieleni. Są sami. Na całe szczęści ustalili, że spotkają się na pobliskim komisariacie, ale czy uda im się tam dotrzeć?
No cóż, to zależy oczywiście od gracza, ale nie tylko to. Mamy bowiem do wyboru, jak już wspomniałem dwie postacie. Co to oznacza?
Oczywiście różnice w scenariuszu i inne rodzaje broni. Poza tymi podstawowymi, jak pistolet czy nóż (który jak wiemy w tej serii gier na zbyt wiele się nie przydaje) nasi bohaterowie będą się różnić arsenałem. Dla przykładu: odpowiednikiem shotguna Leona, u Claire jest kusza. Niby nic nie znaczące urozmaicenie, a jednak cieszy.
Należy również zwrócić uwagę na potworki, w końcu to siła napędowa gierki. Poza klasycznymi zombie, a ci wyglądają różnorodnie na całe szczęście, znajdziemy tutaj jeszcze inne „nieudane eksperymenty” Umbrelli. Moim faworytem jest oczywiście licker – stwór obdarty ze skóry, z ogromnymi szponami i jak sama nazwa mówi, dosyć długim językiem. Umie chodzić po ścianach i jest wyjątkowo szybki. pierwsze spotkanie z nim jest naprawdę stresujące, gdyż łatwo można stracić życie. Poza tym mamy dobermany, kruki i kilka innych, równie przyjemnych żyjątek. Największe wrażenie robią jednak bossowie. Są ogromni i ogromnie zdeterminowani żeby cię zabić. W drugim scenariuszu, po przejściu gry, do akcji wchodzi tyrant. On jest dopiero utrapieniem, jest to taki przedsmak namesisa z trzeciej części. Jego ulubionym trikiem jest przechodzenie (czyt. rozwalanie) przez ściany...
Scenerie po których dane nam będzie się poruszać też są niczego sobie. Zazwyczaj są to tereny zdewastowane, na pozór ciche i opuszczone, gdzie niegdzie pośród zgliszczy płonie ogień. Dosłownie postapokaliptyczne terytoria. Wnętrz pomieszczeń też wyglądają dobrze.
Pobiegamy trochę po komisariacie, kanałach, no i oczywiście nie zabraknie tutaj laboratoriów Umbrelli, korporacji, której to lewe interesy są przyczyną całego zajścia. Wszystko to w połączeniu z dosyć sugestywną muzyką tworzy wspaniały klimat grozy.
Jest jednak pewne ale. W residenta przegrałem naprawdę sporo czasu. Przyznam szczerze, że gra potrafi bardzo trzymać w napięciu, momentami nawet się bałem, było kilka momentów na których podskoczyłem na krześle, ale klimat tutaj moim skromnym zdaniem przegrywa na przedbiegach z klimatem jaki udało się stworzyć w innej głośnej serii survival-horrorów. Mowa tutaj oczywiście o serii silent hill, wyłączając oczywiście słabą w moim odczuciu część czwartą, która to z kolei przegrałaby na przedbiegach z każdą odsłoną residenta. Z pewnością znajdą się pewnie i tacy, którym strzelanie do dziesiątek mutantów, hektolitry krwi i doskonała oprawa dźwiękowa będą w zupełności wystarczać i w residentach zakochają się od pierwszego wrażenia. Gdyż seria ta, podobnie jak seria silent hill coś w sobie ma.
Polecam z czystym sumieniem. Punkcik od oceny końcowej odejmuję jedynie za nietrafiony scenariusz ze serkiem. Zaś porównań do silent hill celowo staram się uniknąć, gdyż jest to zupełnie inny styl straszenia i zapewne części z was spodoba się bardziej ten tutaj. W końcu są różne gusta i guściki.
Kod:
http://www.megaupload.com/?d=WF5AUUXO
Hasło:
Waga: 132.47 MB